Traktor, który ratował dynie
3–7 lat 3 min czytania na głos
Stary traktor Ursus jest za wolny na nowoczesną farmę, aż do dnia, kiedy deszcz zalewa pole dyń. Bajka o traktorze dla małych miłośników maszyn.
Na farmie pana Józefa stał stary czerwony traktor o imieniu Ursus. Miał porysowany lakier, głośny silnik i jechał bardzo, bardzo powoli.
Obok niego stał nowy, błyszczący zielony traktor. Miał klimatyzację, ekran i jeździł dwa razy szybciej.
— Ty to już tylko do muzeum — śmiał się nowy traktor.
Ursus nic nie mówił. Pyrkał tylko cicho silnikiem i myślał o dawnych żniwach.
Jesienią na polu rosły dynie: ogromne, pomarańczowe, gotowe na targ. Pan Józef planował zebrać je w sobotę. Ale w piątek wieczorem przyszła ulewa. Padało całą noc, a rano pole wyglądało jak bagno.
Nowy traktor wjechał na pole pierwszy. Przejechał trzy metry i… utknął. Jego cienkie, nowoczesne koła zakopały się w błocie aż po osie.
— Pomocy! — zawołał.
Pan Józef popatrzył na Ursusa. Ursus miał stare, szerokie koła z głębokim bieżnikiem. Takie, które pamiętają jeszcze błotniste wiosny sprzed wielu lat.
— Dasz radę, staruszku?
Ursus zapyrkał. Wjechał na pole powoli, bardzo powoli, ale ani razu się nie zakopał. Najpierw podjechał do zielonego traktora, zaczepił linę i wyciągnął go na drogę. Potem zaczął zwozić dynie, przyczepa za przyczepą.
Pracował do wieczora. Kiedy ostatnia dynia leżała na wozie, słońce zachodziło na pomarańczowo, prawie w kolorze dyń.
Zielony traktor podjechał do Ursusa. — Przepraszam. Myślałem, że szybki znaczy lepszy.
— Szybki jest dobry — zapyrkał Ursus. — Wolny też bywa dobry. Każdy ma swój dzień.
Od tamtej pory na farmie pana Józefa stoją obok siebie dwa traktory. Zielony jeździ, kiedy jest sucho. Czerwony, kiedy jest błoto. A wieczorami stoją w stodole i opowiadają sobie o polach.
Koniec

