Bal w kałużach
3–7 lat 3 min czytania na głos
Na bal w ogrodzie pada deszcz i wszyscy chcą go odwołać. Księżniczka Laura ma inny pomysł. Wesoła bajka o księżniczce na deszczowy dzień.
Księżniczka Laura czekała na ten dzień cały rok. Bal w zamkowym ogrodzie: lampiony na drzewach, stoły z ciastami i orkiestra pod różaną altaną.
Rano niebo było szare. W południe zaczęło kropić. A godzinę przed balem lunęło tak, że w ogrodzie zrobiły się kałuże wielkie jak stawy.
— Odwołujemy — westchnęła królowa.
Laura stała w oknie i patrzyła na deszcz. Było jej bardzo smutno. Ale wtedy zobaczyła na ścieżce małego kosa, który skakał po kałużach i otrząsał piórka. Wyglądał, jakby tańczył.
— Mamo — powiedziała Laura. — A gdyby zrobić bal w kałużach?
Królowa uniosła brwi. Ale Laura już biegła do szafy z kaloszami.
W zamku kaloszy było dużo, bo ogrodnik lubił je zbierać. Były czerwone, żółte, w kropki i jedne zielone z żabimi oczkami. Laura rozdała je gościom przy bramie, a każdy dostał też parasol.
Orkiestra przeniosła się pod dach stajni. Zagrała coś wesołego. I wtedy Laura wskoczyła do pierwszej kałuży. Plusk!
Przez chwilę wszyscy patrzyli. Potem do kałuży wskoczył mały książę z sąsiedniego królestwa. Potem jego babcia. Potem król, który najpierw udawał, że się poślizgnął, a potem przestał udawać.
Tańczyli w kałużach do wieczora. Ciasta jedli pod parasolami, a lampiony świeciły w deszczu jak małe rozmazane słońca.
Wieczorem wszyscy byli mokrzy do kolan i bardzo szczęśliwi.
— To był najlepszy bal w historii — powiedział mały książę, wylewając wodę z kalosza.
Od tamtej pory w królestwie, kiedy pada w dniu święta, nikt niczego nie odwołuje. Wszyscy idą po kalosze.
Koniec

