Korona z kasztanów
3–7 lat 3 min czytania na głos
Złota korona księżniczki Hani ginie tuż przed ważną uroczystością. Jesienna bajka o księżniczce o tym, co naprawdę robi z kogoś księżniczkę.
W dniu jesiennego święta księżniczka Hania miała pierwszy raz włożyć prawdziwą, złotą koronę. Ale kiedy otworzyła szkatułkę, korony nie było.
Szukali wszyscy: służba, kucharka, nawet kot. Korony nie było pod łóżkiem, w szafie ani w kuchni.
— Nie mogę wyjść do ludzi bez korony — szepnęła Hania. — Nikt nie pozna, że jestem księżniczką.
Usiadła w ogrodzie pod wielkim kasztanowcem. Spadały z niego błyszczące, brązowe kasztany i kolorowe liście.
Obok przechodziła córka piekarza, Zuzia, z koszykiem bułek. Zobaczyła smutną Hanię i usiadła obok.
— Co się stało?
Hania opowiedziała. Zuzia pomyślała chwilę, potem zebrała z trawy garść kasztanów.
— Moja babcia robi z kasztanów naszyjniki. Może zrobimy koronę?
Robiły ją razem. Zuzia przewlekała sznurek przez kasztany, a Hania wplatała między nie czerwone i żółte liście klonu. Na środku umieściły największy, najbardziej błyszczący kasztan.
Kiedy Hania wyszła na plac, ludzie najpierw się zdziwili. Potem zaczęli się uśmiechać. Dzieci z wioski pobiegły pod drzewa i po chwili wszystkie miały korony z kasztanów, z liści albo z jarzębiny.
— To najpiękniejsze jesienne święto — powiedziała stara pani z kramu z miodem.
Wieczorem okazało się, że złotą koronę zabrała sroka i schowała w gnieździe na wieży. Strażnik przyniósł ją do zamku.
Hania obejrzała ją dokładnie, odłożyła do szkatułki i powiedziała: — Na jesień wolę tę z kasztanów.
Bo zrozumiała, że księżniczką nie jest się przez koronę. Księżniczką jest się przez to, jak traktuje się innych. I przez przyjaciółkę, która usiądzie obok, kiedy jest smutno.
Koniec

