Pierniczki dla sąsiadów
4–8 lat 3 min czytania na głos
Staś piecze z babcią pierniczki i postanawia rozdać je wszystkim sąsiadom z bloku. Świąteczna bajka o dzieleniu się i o samotności.
W sobotę przed świętami Staś piekł z babcią pierniczki. Wycinali gwiazdki, choinki, serduszka i jednego krzywego renifera, który wyglądał raczej jak pies.
— Ile ich wyszło? — zapytał Staś, kiedy ostatnia blacha wyjechała z piekarnika.
— Policzmy — powiedziała babcia. Wyszło czterdzieści dwa. Dużo za dużo dla dwóch osób i jednego kota.
Staś popatrzył przez okno na blok naprzeciwko. W oknach paliły się światełka. W jednym, na trzecim piętrze, nie paliło się nic.
— Babciu, kto tam mieszka?
— Pan Henryk. Mieszka sam, odkąd pani Zosia odeszła. Rzadko wychodzi.
Staś się zamyślił. Potem przyniósł kartki i kredki.
Do każdego pierniczka dołączył mały liścik. Dla pani z parteru, która ma psa: „Wesołych Świąt dla Pani i Burka”. Dla studentów z drugiego piętra, którzy grają na gitarze: „Dziękuję za muzykę”. Dla pani listonoszki: „Dla najszybszej listonoszki na świecie”.
Najdłużej myślał nad liścikiem dla pana Henryka. W końcu napisał: „Dzień dobry. Mam na imię Staś. Mieszkam naprzeciwko. Jak będzie Pan chciał, możemy razem lepić bałwana”.
Rozdawanie zajęło całe popołudnie. Pani z psem się wzruszyła. Studenci zagrali Stasiowi kolędę. Pan Henryk długo nie otwierał, a potem otworzył i długo patrzył na pierniczka w kształcie krzywego renifera.
— To pies czy renifer? — zapytał.
— Renifer — powiedział Staś. — Ale może być pies.
Pan Henryk się roześmiał. Pierwszy raz od dawna, jak powiedziała potem babcia.
Tego wieczoru w oknie na trzecim piętrze zapaliło się światełko. A w niedzielę na podwórku stały dwa bałwany: jeden mały i jeden bardzo wysoki, z kapeluszem pana Henryka.
Koniec

