Renifer, który bał się latać
3–7 lat 3 min czytania na głos
Mały renifer Pompon boi się wysokości, a Wigilia tuż-tuż. Ciepła bajka świąteczna o strachu, który można zabrać ze sobą w podróż.
Na dalekiej Północy, tam gdzie śnieg skrzypi jak świeży chleb, mieszkał mały renifer Pompon. Miał najbardziej puszysty ogon w całej stajni i najgłośniejsze kopytka. Tylko jednego nie umiał: latać.
Właściwie umiał. Kiedy rozpędzał się na łące, jego kopytka same odrywały się od ziemi. Ale gdy tylko spojrzał w dół i zobaczył, jak choinki robią się małe jak zapałki, serce zaczynało mu stukać, a nogi same wracały na śnieg.
— Wigilia za trzy dni — powiedziała pani Renifer, mama Pompona. — Mikołaj potrzebuje każdego z was.
Pompon schował nos w sianie. Nie chciał, żeby ktoś zobaczył, że ma mokre oczy.
Wieczorem do stajni zajrzał elf Kaszelek, ten od dzwoneczków. Usiadł obok Pompona i nic nie mówił. Po chwili wyjął z kieszeni mały dzwonek na czerwonej wstążce.
— Kiedy ja się boję — szepnął — dzwonię sobie cichutko. Dzwonek mówi: jestem tutaj, jestem tutaj. Chcesz spróbować?
Pompon zawiesił dzwonek na szyi. Następnego dnia rozpędził się na łące i oderwał kopytka od śniegu. Kiedy choinki zrobiły się małe, dzwonek zadzwonił: dzyń, dzyń. Jestem tutaj. Pompon nie patrzył w dół. Patrzył na gwiazdę nad lasem i liczył dzwonienia. Doliczył do dwudziestu i wylądował.
— Leciałeś! — krzyknął Kaszelek.
— Bałem się — przyznał Pompon.
— I leciałeś — powtórzył elf. — Jedno nie przeszkadza drugiemu.
W Wigilię Pompon stał w zaprzęgu na samym końcu, tam gdzie najmniej wieje. Bał się trochę przy starcie i trochę nad górami. Ale dzwonek dzwonił przez całą noc, a gdy sanie wróciły nad ranem, Mikołaj pogłaskał go po puszystym ogonie.
— Najładniej dzwoniący renifer w historii — powiedział.
Pompon zasnął w sianie, zanim zdążył odpowiedzieć. A dzwonek na czerwonej wstążce cichutko zadzwonił jeszcze raz, jakby mówił: dobranoc.
Koniec

