Zgubiona rękawiczka Mikołaja
3–7 lat 3 min czytania na głos
Ola znajduje na podwórku ogromną czerwoną rękawiczkę. Czy to możliwe, że zgubił ją sam Mikołaj? Świąteczna bajka o uczciwości i pomaganiu.
Rano, zanim słońce porządnie wstało, Ola wyszła z tatą wynieść śmieci. Śnieg był świeży i nikt jeszcze po nim nie chodził. Nikt, oprócz kogoś, kto zostawił na środku podwórka ogromną czerwoną rękawiczkę.
Ola podniosła ją. Rękawiczka była większa niż jej obie ręce razem i pachniała pierniczkami.
— Tato — szepnęła. — Ona jest Mikołaja.
Tata przyjrzał się rękawiczce bardzo poważnie. Na mankiecie wyhaftowany był mały złoty dzwoneczek.
— Wygląda na to — powiedział. — Co robimy?
Ola pomyślała, że mogłaby ją zatrzymać. Byłaby jedyną dziewczynką na świecie z rękawiczką Mikołaja. Ale potem pomyślała, że Mikołajowi pewnie marznie ręka. A przecież musi trzymać lejce.
Przez cały dzień Ola z tatą robili plan. Narysowali ogłoszenie: „Znaleziono rękawiczkę. Duża, czerwona, pachnie pierniczkami. Właściciel proszony o kontakt”. Przykleili je na drzwiach klatki. Potem Ola wpadła na lepszy pomysł.
Wieczorem położyła rękawiczkę na parapecie, a obok kartkę z wielkimi literami: „DLA MIKOŁAJA. ZNALAZŁAM. OLA”. Zostawiła też jednego pierniczka, na wypadek gdyby Mikołaj był głodny po szukaniu.
Długo nie mogła zasnąć. Słuchała, czy na dachu nie stukają kopytka. W końcu oczy same się zamknęły.
Rano parapet był pusty. Nie było rękawiczki ani pierniczka. Za to szyba była cała w lodowych wzorkach, a w rogu ktoś palcem narysował uśmiech i dwie literki: „DZ”.
— Dziękuję — przeczytał tata. — Krótko pisze ten Mikołaj.
— Bo ma dużo listów — wyjaśniła Ola. — Nie może się rozpisywać.
Tego roku Ola dostała na święta wiele prezentów. Ale najbardziej lubiła wspominać ten, którego nikt jej nie dał: ciepłe uczucie, że to ona pomogła Mikołajowi.
Koniec

