Rakieta z pudełka
4–8 lat 3 min czytania na głos
Leon buduje rakietę z kartonu i w nocy leci nią na Księżyc. Bajka o kosmosie dla dzieci, które marzą o lotach w gwiazdy.
Leon zbudował rakietę z kartonu po lodówce. Miała okrągłe okienko wycięte nożyczkami, skrzydła z tektury i czerwony czubek z plastikowego wiadra.
— Gotowa do startu — zameldował.
— Start jutro — powiedziała mama. — Dziś jest pora spania.
Leon położył się do łóżka, ale ciągle zerkał na rakietę w kącie pokoju. Gdy zgasło światło, wydało mu się, że okienko rakiety lekko świeci.
Wstał, wszedł do środka i zamknął klapę. Wtedy usłyszał: „Dziesięć, dziewięć, osiem…”.
Rakieta zadrżała. „Trzy, dwa, jeden… start!”. I poleciała. Przez sufit, przez dach, nad blokiem, nad miastem, coraz wyżej, aż wszystkie światła na ziemi zrobiły się małe jak okruszki.
W kosmosie było cicho i ciemno, ale gwiazdy świeciły jaśniej niż kiedykolwiek. Leon zobaczył Ziemię: niebieską, z białymi chmurami, jak szklana kulka.
Rakieta wylądowała na Księżycu. Leon wyszedł ostrożnie. Każdy krok był jak podskok na trampolinie, bo na Księżycu wszystko jest lżejsze. Hop! Hop! Odbijał się wysoko i lądował powoli, w szarym pyle.
Zostawił ślad buta. Potem narysował w pyle swoje imię, wielkimi literami: LEON.
— Ten ślad zostanie tu na zawsze — powiedział sam do siebie. — Bo na Księżycu nie ma wiatru.
Ziemia wisiała nad nim jak lampka nocna. Leon poczuł, że chce mu się spać. Wrócił do rakiety, zamknął klapę i usłyszał: „Kurs: dom”.
Rano mama znalazła Leona śpiącego w kartonowej rakiecie, z kocykiem i misiem. Na jego piżamie był szary pył.
— Gdzie ty byłeś? — zapytała.
— Na Księżycu — powiedział Leon, przecierając oczy. — Zostawiłem tam swoje imię.
Koniec

