Smok, który kichał bańkami
3–7 lat 3 min czytania na głos
Smok Kichuś zamiast ognia kicha mydlanymi bańkami i wszyscy się z niego śmieją. Zabawna bajka o smoku i o tym, że inność bywa darem.
W górach za siedmioma chmurami mieszkały smoki. Wszystkie zionęły ogniem. Prawie wszystkie.
Mały smok Kichuś, kiedy próbował zionąć, kichał. A kiedy kichał, z jego nosa wylatywały mydlane bańki. Duże, małe, tęczowe, unoszące się powoli nad doliną.
— Ha, ha! Smok-bańkarz! — śmiały się inne smoki.
Kichuś chował się wtedy za skałą i próbował jeszcze raz. Psik! Bańki.
Pewnego dnia do gór przyszła susza. Nie padało od wielu tygodni, trawa była sucha jak papier. Starszy smok Grzmot wracał z polowania i kichnął ogniem. Iskra spadła na trawę i zaczęła się palić.
— Pożar! — krzyknęły smoki. Ale co miały zrobić? Każde z nich umiało tylko zionąć ogniem, a to by jeszcze pogorszyło sprawę.
Kichuś wyszedł zza skały. Wziął głęboki oddech i kichnął z całej siły. Psiiik!
Z jego nosa wyleciała chmura baniek, tak wielka jak nigdy dotąd. Bańki opadły na płomienie i pękały jedna po drugiej, pac, pac, pac, każda gasiła kawałek ognia. Kichuś kichał i kichał, aż został tylko dym i mokra, pachnąca mydłem trawa.
Smoki stały w ciszy. Potem stary Grzmot podszedł do Kichusia i ukłonił się.
— Dziękuję, strażaku.
Od tego dnia Kichuś miał w górach ważne zadanie. Kiedy smoki ćwiczyły zionięcie, on stał obok, gotowy, żeby kichnąć. A wieczorami, kiedy małe smoczęta nie mogły zasnąć, kichał dla nich powoli, cichutko, tak żeby nad legowiskami unosiły się tęczowe bańki, odbijające gwiazdy.
Smoczęta patrzyły na nie, aż zamykały się im oczy.
Koniec

