Tyranozaur uczy się szeptać
3–6 lat 3 min czytania na głos
Tyranozaur Ryś ryczy tak głośno, że budzi całą dolinę. Bajka o dinozaurach o tym, że można mówić cicho i nadal być ważnym.
Tyranozaur Ryś był bardzo miłym dinozaurem. Miał tylko jeden kłopot: wszystko mówił rykiem.
Kiedy mówił „dzień dobry”, brzmiało to jak „DZIEEEŃ DOBRYYYY!” i wszystkim dinozaurom w dolinie spadały liście z głów.
Kiedy mówił „smacznego”, ze strachu uciekały ryby z jeziora.
A kiedy mówił „dobranoc”, nikt już nie mógł zasnąć.
— Ryś, trochę ciszej — prosiły dinozaury.
Ryś próbował. Ale jego gardło było ogromne, a głos sam wychodził wielki.
Pewnego wieczoru do jego jaskini przyfrunęła sowa Mądrusia. Sowy są najlepsze w ciszy, bo latają tak, że nawet myszy ich nie słyszą.
— Nauczę cię szeptać — powiedziała. — Najpierw weź duży wdech. Zatrzymaj go w brzuchu. A teraz wypuść powietrze bardzo powoli, jakbyś chciał nie zgasić świeczki, tylko ją pogłaskać.
Ryś spróbował. Powietrze wyleciało jak wiatr w tunelu.
— Jeszcze wolniej — powiedziała Mądrusia.
Ćwiczyli całą noc. Ryś szeptał do kamieni, do paproci, do własnego ogona. Z każdym razem trochę ciszej.
Rano, kiedy wschodziło słońce, mały triceratops Kubuś miał koszmarny sen i płakał przez sen. Jego mama nie mogła go uspokoić.
Ryś podszedł bardzo powoli, pochylił swoją wielką głowę i wyszeptał:
— Kubusiu, jesteś bezpieczny. Słońce wstaje. Wszystko dobrze.
Kubuś przestał płakać, westchnął i spał dalej, uśmiechając się.
Mama Kubusia patrzyła na Rysia z otwartym pyskiem. — Nie wiedziałam, że umiesz tak cicho.
— Ja też nie wiedziałem — wyszeptał Ryś.
Od tej pory Ryś ryczy tylko wtedy, kiedy trzeba, na przykład kiedy wygrywają w piłkę. A wieczorami wszystkie małe dinozaury proszą, żeby to on szeptał im dobranoc.
Koniec

