Wyprawa do Doliny Paproci
4–8 lat 3 min czytania na głos
Zosia i jej młodszy brat budują wehikuł czasu z kartonu i lądują wśród dinozaurów. Przygodowa bajka o dinozaurach dla przedszkolaków.
Był deszczowy dzień i Zosia z młodszym bratem Jasiem nie mogli wyjść na dwór. Zbudowali więc wehikuł czasu z kartonu po pralce. Miał przyciski narysowane flamastrem, kierownicę z talerzyka i duży napis: „DO DINOZAURÓW”.
— Gotowy? — zapytała Zosia.
— Gotowy — powiedział Jaś i nacisnął największy przycisk.
Karton zatrząsł się, zawirował, a kiedy otworzyli klapę, nie było już pokoju. Była gorąca, wilgotna dżungla z paprociami wysokimi jak drzewa. W oddali parował wulkan.
— Udało się — szepnęła Zosia.
Pierwszy dinozaur, jakiego spotkali, był malutki i miał pióra. Biegał w kółko i piszczał.
— Chyba się zgubił — powiedział Jaś. — Tak jak ja w sklepie.
Zosia przypomniała sobie, co robi się, kiedy ktoś się zgubi: zostaje się w jednym miejscu i woła. Usiedli więc z małym dinozaurem pod wielką paprocią i zaczęli wołać: „Halo! Mamo dinozaura!”.
Po chwili ziemia zadudniła. Spomiędzy drzew wyszła wielka dinozaurzyca z piórami w kolorze tęczy. Mały dinozaur pisnął radośnie i wskoczył jej pod skrzydło.
Dinozaurzyca przyjrzała się dzieciom. Potem pochyliła głowę i położyła przed nimi błyszczący kamień, zielony jak liść.
— Chyba dziękuje — powiedziała Zosia.
Wulkan zabulgotał głośniej. Pora było wracać. Dzieci wskoczyły do kartonu, Jaś nacisnął przycisk „DO DOMU” i świat znów zawirował.
Kiedy otworzyli klapę, w pokoju stała mama z kanapkami. — Co tak cicho siedzicie?
— Byliśmy u dinozaurów — powiedział Jaś.
Mama się uśmiechnęła, tak jak uśmiechają się mamy, które nie wierzą. Ale wieczorem, kiedy Zosia kładła się spać, w kieszeni piżamy znalazła mały, zielony, błyszczący kamień.
Koniec

